„Dotarliśmy z Pawłem do obozu II na 6400 m. Tu zamierzamy w ciągu dnia odpocząć i nad ranem wyjść do obozu III. Plecaki trochę ciążą, poza tym OK. Wiatr u góry jeszcze ciągle wieje mocno. Kinga.”
- Partnerzy wyprawy Lhotse
- Archiwa
- Meta
wspinanie.pl – serwis wspinaczkowy- Enzo Oddo w Red River - filmowe résumé
- Ciekawa realizacja Christophe'a Zehaniego w Orgon
- Tarnowski Festiwal Wspinaczkowy 2012
- Emperor Face w jeden dzień
- Ola Taistra onsajtowo w Andaluzji
- Zawody wspinaczkowe dla dzieci AvatarKIDS, Kraków
- Zawody wspinaczkowe dla dzieci AvatarKIDS, Kraków
- Filmowe zaległości - Boulder Klaustrofobia 2012
- Dwie nowe drogi na Mt. Bradley na Alasce
- Nasze Skały w roku 2011 - powoli do przodu
16 maja 2012
15 maja 2012
Wyjście do góry
A więc nastąpiła godzina 0. Tej nocy wychodzimy w stronę szczytu. Okno pogodowe nie jest najlepsze, ale obawiamy się, że lepszego już nie będzie. Cieszę się, że te dni, kiedy trzeba było czekać, spędziłam bardzo fajnie. A musicie wiedzieć, że czekanie generalnie nie jest mocną stroną wielu tutaj osób. Na szczęście nie dłużyło mi się ani przez moment, każda minuta była dla mnie tu cenna. A pamiętam swoje początki, kiedy czekanie było czymś bardzo trudnym.
Cały czas wieje, jednakże i tak wychodzimy w złej pogodzie, by trafić chociażby na te dwa dni u góry, kiedy wiatr trochę ustąpi. W bazie ostatnie nerwowe przygotowania. Każdy jest lekko spięty, gdyż… każdy musi się zmagać wewnątrz ze swoim lękiem: czy da radę, czy pogoda wytrzyma, czy to nie będzie za trudne… W końcu te parę miesięcy przygotowań, właśnie teraz będzie miało swój finał.
14 maja 2012
Lhotse – aklimatyzacja i czekanie na warunki
Od 15 kwietnia Kinga Baranowska działa na Lhotse. Jest już po dwóch nocach aklimatyzacyjnych w obozie trzecim na wysokości 7200 m:
Jesteśmy po dwóch nocach spędzonych na wysokości 7200 m. U góry nieprzerwanie wieje jetstream (słychać huk non stop), zaś namiotem, średnio z częstotliwością co dwie minuty, targa potworny wiatr. I w dzień i w nocy. Te dwie noce nie należały do mega komfortowych, no ale cóż, prawa gór. Jak wiadomo, to one dyktują warunki. Mimo to, uznaliśmy to wyjście za bardzo udane… (30.IV.2012)
Pogoda do tej pory nie była dobra. Kinga, by utrwalić aklimatyzację zeszła do Dingboche. Teraz oczekuje na poprawę pogody w bazie i kolejne wejście może być już atakiem szczytowym:
W bazie lekko nerwowa atmosfera. Ci, którzy zamarudzili z aklimatyzacją teraz na gwałt się spieszą (a wiadomo, że jak człowiek akurat czegoś potrzebuje, to akurat nie wychodzi). Ci którzy idą na tlenie, poschodzili na dół do wiosek, jeszcze inni wałęsają się po okolicznych wzgórzach. U góry ciągle przewala się nawałnica wiatru, ostatnio też sypnęło śniegiem.
Muszę przyznać że jest to dość ciekawy temat: aklimatyzacja i przeróżne techniki stosowane tutaj. Myślę, że jest tu z 95% ludzi wchodzących na tlenie więc nie ma za bardzo z kim o tym porozmawiać. Temat jest dla mnie niezwykle ciekawy, bo testuję na swoim organiźmie już od kilku lat wejścia beztlenowe i zawsze jestem ciekawa jak to robią inni. Miałam na ten temat długą duskusję z Simone Moro i Gerlinde Klatenbrunner. Simone jak zwykle planuje jakiś niesamowity trawers z Conradem Ankerem i jak sam przyznał, aklimatyzuje się długo i porządnie, gdyż długo zamierza przebywać na dużych wysokościach. Dla niego ważne wręcz jest, by spać jedną noc na South Cool (8 tys. metrów), następnie zejść do bazy i dopiero wtedy rozpocząć akcję górską. Gerlinde optuje z kolei za przespaniem się dwóch nocy w obozie III (7200 m), choć jak sama po namyśle przyznała, że nocka na K2, na 7800 m, przed atakiem szczytowym, dała jej dodatkowego kopa. Generalnie, trzeba przyznać sprawa jest dość indywidualna. Myślę, że kiedy będę robić Everest, a zależy mi na tym, by wejść na niego bez tlenu, to również zastosuję technikę „wysokiego spania”, a następnie zejścia do bazy. W końcu ważne jest by się nie tylko na ten szczyt jakoś „wczłapać”, ale być w miarę szybkim i sprawnie poruszać się na wysokości. Według mnie, wejścia na wysokie ośmiotysięczniki nie mają nic wspólnego z wejściami na niskie. Pamiętam swój przypadek z Annapurny, kiedy spałam zaledwie na 6500 m na Pumori, by po miesiącu wejść bezpośrednio z bazy na szczyt Annapurny, bez żadnego dodatkowego spania na wysokości w międzyczasie. Ale to jest niski ośmiotysięcznik i zupełnie inna para kaloszy z aklimatyzacją. (9.IV.2012)
18 sierpnia 2011
Musieliśmy zakończyć wyprawę
Musieliśmy zakończyć naszą wyprawę. Warunki niestety zrobiły się bardzo niebezpieczne na drodze Basków, lecą kamienie i lawiny. Zabraliśmy swój sprzęt ze ściany i nie było to już miłe doświadczenie, gdyż wszystko zaczęło się wytapiać.
No cóż, takie już jest to K2, nie na darmo mówi się o nim, jako najtrudniejszym ośmiotysięczniku. Jednakże cieszę sie, że tam byłam w tym roku. Dużo fajnych i cennych doświadczeń…
Kinga
Kinga
15 sierpnia 2011
Baza
Baza. Czyli mój dom od paru już dobrych tygodni. Wygląda tak sobie, szczególnie gdy pada śnieg, ale dla nas jest miejscem, do którego spieszymy w podskokach z górnych obozów, by odpocząć, zaszyć się w ciepłym śpiworze, zjeść polskie jedzenie i wreszcie nie musieć gotować (czyt.roztapiać wody ze śniegu), bo gotuje dla nas pysznie kucharz :-)
Kinga
10 sierpnia 2011
Parę słów o naszym ostatnim wyjściu
Przez długi czas (jakieś 3 tygodnie) pracowaliśmy na drodze Basków zupełnie sami. Dostaliśmy liny poręczowe od FTA (kilkaset metrów mieliśmy swoich), tak więc kiedy prawie wszystkie zespoły, a także pojedyncze osoby przyszły z Gasherbrumów oraz Broad Peaka zastały drogę przygotowaną do niższego obozu III (prawie 7 tys. m).
Nie potrzebowaliśmy więcej lin, które niektorzy nam oferowali w zamian za naszą pracę i sprzęt FTA, gdyż musielibyśmy mówiąc krótko jeszcze zapłacić za portera, by zabrać je z powrotem do Skardu. To czego potrzebowaliśmy, to umiejętności w prowadzeniu drogi, a także chęci do pracy. Z tym niestety było gorzej. Większość osób zawitała do bazy tylko na tydzień (ew. 10 dni), dość zmęczona, licząc na przygotowaną drogę i szybkie „zaliczenie” szczytu.
Po otwartym pytaniu ze strony Fabrizio: kto może pójść z nim poręczować Butelkę, nie zgłosił się nikt. Nikt po prostu nie chciał ponosić ryzyka, albo nikt nie umiał poręczować takiego terenu. Ale po kolei.
Pod koniec lipca mieliśmy w bazie „wielkie obrady”, a wręcz głosowanie. Moja prognoza pogody (a także Christiana), czyli Meteoexploration.com wskazywała jednoznacznie na 3-4 sierpnia jako najbardziej optymalny dzień szczytowy, jeśli chodzi o prędkość wiatru. Niestety wspinacze, którzy wspinali się z tlenem nie byli gotowi na 4-tego, gdyż chcieli, by wcześniej ich porterzy wysokościowi wynieśli im do góry tlen, a także ekwipunek. Faktycznie: 3 i 4 sierpnia okazały się potem dobrymi dniami.
3 sierpnia gdy dotarliśmy do niższego obozu III, Fabrizio zaporęczował 200 metrów do właściwego obozu III, a następnie, gdy wszyscy położyli się do namiotów poszedł poręczować dość nieprzyjemne skalne partie powyżej obozu III (około 200 metrów), by następnego dnia wcześniej wyruszyć do góry. Wrócił po 18.00 do namiotu, umawiając się, że następnego dnia, śnieżne odcinki w stronę obozu IV, zacznie torować inny zespół.
4 sierpnia dowodzenie przejął Luis Stizsinger, który zaporęczował niezbyt łatwy śnieżny trawers. Powyżej zostały znalezione stare liny z poprzednich lat (niezbyt dobre), jednakże akcja górska szła bardzo bardzo wolno. Tak jak się umawialiśmy, wyszliśmy tego dnia na końcu, z racji włożonej pracy dnia poprzedniego. W okolicach południa stwierdziliśmy, że w takim tempie dotrzemy do ramienia po zmroku, czyli nie zdążymy wypocząć do ataku szczytowego, który miałby nastąpić za parę godzin. Zdecydowaliśmy się zejść z powrotem do obozu III, tam spędzić noc i ruszyć ponownie następnego dnia do góry.
Tak jak przypuszczaliśmy, tylko jeden zespół dotarł do ramienia K2, kiedy już było ciemno: Alex, Gerfried oraz jego klient (na tlenie) + jego porter wysokościowy, który niósł dla niego tlen. Nie zdecydowali się na akcję górską dnia następnego, czekając na resztę zespołów.
Reszta zespołów ulokowała się pomiędzy obozem III i IV: uczestniczka agencji FTA Sophi wraz z Szerpą Lakpką + dwoma porterami wysokościowymi, którzy nieśli dla nich tlen oraz zespół Bruno i Christian.
5 sierpnia nie okazał się dniem szczytowym. Padał śnieg, a następnie przeraźliwie wiało. Wszyscy dotarli do ramienia: my z trójki, reszta z „obozów pośrednich”.
6 sierpnia niestety powitał nas silnym wiatrem i trzeba było schodzić w dół. Jeszcze tego samego dnia wieczorem dotarliśmy z Fabrizio do bazy. Niektórzy również dotarli do bazy, niektórzy nocowali w obozie II.
Po dwóch dniach zostaliśmy w bazie znów zupełnie sami, tak jak na początku. Sprawdzamy prognozy pogody, które w tej chwili niestety wydają się fatalne i możliwość ponownego wyjścia do góry.
8 sierpnia 2011
Chcielibyśmy wyjść jeszcze raz do góry
Udało mi się wczoraj trochę odespać. Muszę Wam się przyznać, że z ciężkim sercem schodziliśmy z ramienia K2. To już dla mnie trzecia noc spędzona w tym miejscu (licząc zeszły rok). Ale co zrobić, z naturą się nie wygra. Trzeba ją uszanować. Gdyby prognozy były dobre, chcielibyśmy wyjść jeszcze raz do góry. Cała reszta się zwija, część była tu tylko z tydzień. Tak więc znów (tak jak na początku wyprawy) zostajemy tylko we dwójkę w bazie. Dziękuję za Wasze wsparcie i ciepłe myśli.
Kinga
6 sierpnia 2011
Niestety odwrót
Nocą 6 sierpnia Kinga pisała:
„Ciągle wieje i to bardzo. Sprawdzamy od pierwszej co się dzieje. Nie wiem czy wyjdziemy…”
Niestety sytuacja się nie poprawiła i zapadła decyzja o odwrocie:
„Z ciężkim sercem schodzimy w dół. Potwornie wieje :(„
Odwrót, który na tej górze nie jest prosty, na szczęście się udał i dzisiaj o 20 naszego czasu Kinga i Fabrizio dotarli bezpiecznie do bazy.
5 sierpnia 2011
Jesteśmy padnięci, ale w czwórce
4 sierpnia
Hej. Nie udało nam dziś dotrzeć do obozu IV. Bardzo dużo śniegu. Dotarliśmy do połowy i zdecydowaliśmy się zawrócić do trójki,gdyż nie chcieliśmy dotrzeć w nocy na ramie K2. Ruszamy jutro ponownie do obozu IV. Mam nadzieję że wiatr tej nocy będzie słabszy i trochę pośpimy. Ostatnio prawie odfruneliśmy…
5 sierpnia
Dotarliśmy do czwórki. Jesteśmy padnięci :(. Bardzo ciężki odcinek.
Wieje i przeraźliwie zimno.
3 sierpnia 2011
Dotarliśmy do obozu trzeciego
Dotarliśmy do 7200m do obozu III. Fabrizio zaporęczował 400m poniżej i powyżej obozu III. Jutro wychodzimy założyć obóz IV na ramieniu K2. Czeka nas bardzo ciężki dzień i kilkanaście godzin pracy.
Kinga
Strony utrzymywane przez wspinanie.pl. Powered by WordPress. Copyright by wspinanie.pl.













